About eszjot

Blog Szymona Jadczaka, dziennikarza, radomianina, sceptyka. szymon.jadczak@gmail.com

Skąd Jakub Meresiński miał pieniądze na zakup Wisły?

fot. Instagram

300 tysięcy złotych. Tyle miał do tej pory zapłacić za Wisłę Kraków Jakub Meresiński. Skąd miał pieniądze? W maju reprezentowana przez Meresińskiego firma Projekt-gmina.pl wzięła co najmniej 200 tys. złotych pożyczki pod zastaw Porsche Panamera, którym jeździ właściciel Wisły. On sam z braniem pożyczek może mieć problem. Wciąż nie spłacił tej z Providenta i jeszcze innej firmy pożyczkowej, przez co teraz ma na karku windykatorów

29 lipca weszła w życie umowa między Tele-Foniką a firmą Projekt-gmina.pl, reprezentowaną przez prezesa Jakuba Meresińskiego. Wtedy też na konto TF miała wpłynąć pierwsza rata – 300 tys. Kolejne 700 tys. miał zapłacić do końca września. Dziś już wiemy, że nie zapłaci bo prawdopodobnie sprzeda klub.

Projekt-gmina.pl nie miał takich pieniędzy. Tak przynajmniej wynika z dokumentów w Krajowym Rejestrze Sądowym. Ale gdy szukałem źródeł finansowania Meresińskiego, ktoś podpowiedział mi, żeby przyjrzeć się jego samochodowi. To była dobra podpowiedź.

Meresiński jeździ Porsche Panamerą, rocznik 2014. Samochód zarejestrowano w Pruszkowie. Z pobieżnego przeglądu cen tego modelu w tym roczniku wynika, że może być wart między 200 a 600 tys. złotych.

Dzięki temu, że Meresiński jest fanem mediów społecznościowych i całym swoim życiem dzieli się z internetem, po 30 minutach googlowania miałem już numer rejestracyjny samochodu.

Dzięki temu mogłem zacząć poszukiwania. Po pierwsze baza Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Z niej wynika, że do 17 maja na Porsche Panamera o rejestracji zaczynającej się od WPR nie było żadnej polisy. Za to od 18 maja zaczęły obowiązywać polisy OC i AC wystawione przez PZU. To znaczy, że albo przed 18 maja auto nie było ubezpieczone, albo zmieniło właściciela. 

Dowiedziałem się, że w tym przypadku zawarcie polisy wiązało się ze zmiana właściciela samochodu. Od maja Porsche Panamera, którym porusza się Jakub Meresiński należy do firmy Auto-Cash-Back. To bardzo ciekawa firma. Pomysł na działalność jest taki: potrzebujesz na szybko gotówki? Nie możesz wziąć kredytu, masz zabagnioną przeszłość i banki nie chcą z tobą gadać, ale z dobrych czasów został ci jeszcze samochód? Wpadnij do nas. Rzeczoznawca wyceni auto, a ty możesz liczyć na kasę w wysokości 40-60 proc. jego wartości. Plus taki, że możesz dalej jeździć autem, minus taki, że musisz przerejestrować samochód na Auto-Cash-Back. Jeśli będziesz spłacał co miesiąc odsetki, po upływie okresu umowy możesz wykupić swoją furę.

Z moich ustaleń wynika, że Meresiński zgodził się na takie warunki i za swoje Porsche Panamera miał  dostać co najmniej 200 tys. złotych. Tzn. firma Projekt-gmina.pl dostała te pieniądze.

Czy te pieniądze posłużyły mu do zapłacenia w lipcu pierwszej raty za Wisłę? Tego nie wiem.

A dlaczego Meresiński sam nie wziął pożyczki? Odpowiedzią mogą być inne dokumenty, które wpadły mi w ręce. Wynika z nich, że w czerwcu 2006 roku właściciel Wisły wziął pożyczkę w wysokości 2000 złotych w firmie Provident. Z jakiegoś powodu nie spłacał jej. Nie spłacił również pożyczki w firmie Euro Providus w wysokości 1000 złotych.

Tej pożyczki miał nie spłacić Meresiński

Gdy firmy zorientowały się, że pożyczek nikt nie spłaca i pieniądze są nie od odzyskania, wystawiły dług na sprzedaż. Kupiła go duża firma windykacyjna i dziś próbuje ściągnąć od Meresińskiego należności, które przez ten czas narosły już do 6500 złotych.

Chciałem o te wszystkie informacje zapytać Jakuba Meresińskiego. To była krótka rozmowa:

Czy ma pan niespłacone pożyczki w firmach Provident i Euro Providus?

– Następne pytanie.

– Zadłużenie na łączną kwotę 6500 złotych. Czy to jest prawda?

Następne pytanie proszę.

– Czy Porsche Panamera, którym pan jeździ należy do firmy Auto-Cash-Back i czy otrzymał pan z tytułu umowy z tą firmą co najmniej 200 tys. złotych?

– Powiem panu tak – proszę do mnie nie dzwonić z głupimi pytaniami.

– Czy to jest prawda?

–  Pozdrawiam.

Co ma Wisła Kraków do Miss Polonii?

Z dziesięciu spółek, w których pojawiał lub pojawia się właściciel Wisły Kraków na wyobraźnię najbardziej działa Biuro Miss Polonia sp zoo. Co robił wśród pięknych kobiet Jakub Meresiński? Okazuje się, że z grubsza to samo co w Wiśle: dużo zamieszania i żadnych konkretów.

Jakub Meresiński i piękne kobiety - to jeden z głównych motywów jego Instagrama

Według dokumentów Meresiński pojawia się jako prokurent (w uproszczeniu: pełnomocnik) w spółce Biuro Miss Polonia 9 października 2015, znika po dwóch miesiącach, 14 grudnia.

Porozmawiałem z pracownikami spółki, żeby dowiedzieć się, co ma wspólnego z wyborami piękności Meresiński. Ze względu na związane z nim ostatnie skandale, poprosili o anonimowość.   

“Pojawił się w biurze na początku 2015, przyprowadziła go jedna z byłych missek, mówiąc, że to jej chłopak.

Powiedziała, że on ma super kontakty i załatwi nam sponsorów na galę Miss Polonii, bo Kuba zna mnóstwo ludzi, w tym przedstawicieli wielkich firm, chętnych do wydawania pieniędzy. Rzucał nazwiskami znanych biznesmenów z listy najbogatszych Polaków; firma X, firma Y, potentat branży spożywczej, duże przedsiębiorstwo  z południowej Polski.

Rozmawialiśmy o tym długo, on pięknie opowiada. To taki typ, że po pięciu minutach rozmowy go uwielbiasz, a po dziesięciu jesteś w stanie uwierzyć mu we wszystko co powie.

Podobały nam się jego pomysły na rozwój firmy. To jest szalony człowiek, ale szalony w pozytywny sposób. Ciągle się uśmiechał, żartował, opowiadał dowcipy.

W końcu podpisaliśmy kontrakt, on zobowiązał się załatwiać sponsorów, my daliśmy mu pełnomocnictwo na działania w naszym imieniu. Został oficjalnie wpisany do Krajowego Rejestru Sądowego jako prokurent firmy. Miał upoważnienie, żeby podpisywać umowy w naszym imieniu.

Mijały miesiące, zbliżał się termin gali. A tu ani widu, ani słychu po sponsorach. Zresztą po Kubie też. Bo od października przestał odbierać telefony.  Zrezygnowaliśmy więc z Kubusia. I od tamtej pory nie mamy z nim żadnego kontaktu. Na szczęście żadnych kłopotów ze współpracy z nim nie było”.

Pytam rozmówców z Biura Miss Polonia, czy słyszeli, że Kuba kupił klub piłkarski. W odpowiedzi słyszę długą salwę śmiechu. „Bardzo nas to zaskoczyło, gdy przeczytaliśmy o tym w gazecie. Nie wiedzieliśmy, że się na tym zna. Byliśmy w szoku. Zresztą gdy spotykaliśmy się w ubiegłym roku, nie sprawiał wrażenia osoby, która ma pieniądze. Oj nie… Ale może coś się zmieniło przez ostatnie miesiące?”

Nie chcę dobijać kibiców Wisły Kraków, ale chyba brzmi znajomo? Meresiński  zjawia się znikąd, obiecuje złote góry, jedzie na opinii, a gdy obietnice podlegają weryfikacji, wycofuje się rakiem.  

Czy panowie z Telefoniki nadal upierają się, że „proces sprzedaży trwał długo ze względu na wybór inwestora, który zapewni Klubowi jego rozwój i będzie dbał o wizerunek i tradycję Klubu. Z kilku ofert została wybrana ta, która po wszechstronnej analizie spełniła wszystkie postawione warunki i oczekiwania„.

Ps. A już wkrótce poczytacie o tym, skąd Jakub Meresiński próbował wytrzasnąć pieniądze na zakup Wisły.

 

Kolejny problem z prawem właściciela Wisły

Mało kto zwraca uwagę na to, że Jakub Meresiński łamie prawo przy okazji działalności firmy, która przejęła Wisłę Kraków. Od trzech lat nie składa żadnych sprawozdań ze swojej działalności. Według polskiego prawa grożą za to dwa lata więzienia. 

W tej teczce powinny znaleźć się sprawozdania firmy Meresińskiego. Na razie ich nie ma.

Gdy cztery lata temu z hukiem upadał Amber Gold, okazało się, że mimo takiego wymogu, firma nie składała sprawozdań finansowych. Jedną z konsekwencji tamtej afery było wzmożenie w w organach ścigania i sądach, które nagle zaczęły zwracać uwagę na stosowanie przepisów ustawy o rachunkowości obowiązków związanych ze sporządzaniem i składaniem sprawozdań finansowych.

Ale jak to w Polsce, zapał szybko się skończył, a tysiące przedsiębiorców dalej lekceważy prawo i nie składa sprawozdań. Jednym z nich jest Jakub Meresiński.

Udziały w firmie Projekt-Gmina.pl (wtedy nazywała się Greystoke) nabył w 2013 roku. Od tamtego momentu nie złożył ani jednego dokumentu poświadczającego stan finansów spółki. A powinien co roku składać sprawozdanie finansowe oraz sporządzenia sprawozdania z działalności jednostki.

Wtedy może dowiedzielibyśmy się, czy i jakim majątkiem dysponuje firma. Co ciekawe – tuż po zmianie właściciela na stronie Wisły pojawiło się oświadczenie, w którym przedstawiciele Telefoniki „zapewniają, że proces sprzedaży trwał długo ze względu na wybór inwestora, który zapewni Klubowi jego rozwój i będzie dbał o wizerunek i tradycję Klubu. Z kilku ofert została wybrana ta, która po wszechstronnej analizie spełniła wszystkie postawione warunki i oczekiwania”.

Wszechstronna analiza, bez zwrócenia uwagi na brak sprawozdań? OK…

Wiceprezesem i właścicielem 30 udziałów w Projekcie-Gmina.pl jest siostra Meresińskiego, Katarzyna Ptak. Kobieta pracuje jako agent ubezpieczeniowy w Rędzinach pod Częstochową. Od dwóch dni próbowałem się do niej dodzwonić i zapytać o szczegóły działalności oraz plany wobec Wisły. W końcu się udało.

Dlaczego nie składają państwo raportów do KRS?

– Jakich raportów?

Rocznych.

– Nie do mnie takie pytania.

– Jak to? Przecież jest pani wiceprezesem?

– Nie odpowiadam na żadne pytania.

 

Może to tylko moje wrażenie, ale pani Katarzyna była autentycznie zaskoczona informacją o obowiązku składania sprawozdań. Tymczasem za coś takiego polskie prawo przewiduje grzywnę a nawet karę pozbawienia wolności do lat dwóch.

Dodzwoniłem się też do samego Meresińskiego. Zapytałem dlaczego nie składa raportów do KRS i jaki właściwie majątek ma Projekt-Gmina.pl. – Nie będę odpowiadał na żadne pytanie. Będą z panem rozmawiali moi prawnicy – odparł i rzucił słuchawką.

I rzeczywiście rozmawiają. Wczoraj dostałem od adwokata Meresińskiego pismo wzywające do usunięcia informacji na jego temat pod groźbą konsekwencji prawnych. Prawnik straszy artykułem 212 Kodeksu Karnego, mówiącym o pomówieniu. Według niego udziały w firmie Meresińskiego nie są zajęte przez urząd skarbowy, nie mam prawa pisać o zarzutach dla pana Jakuba ani o jego biznesach z siostrą. No cóż. To może być bardzo interesujący proces.

Co ciekawe, Meresiński przyznał się w prokuraturze do wszystkich stawianych zarzutów. Także do udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Wg śledczych złożył obszerne wyjaśnienia.

Kim jest przestępczy szef właściciela Wisły? To bandyta z barwną przeszłością

 

Jakub Meresiński według prokuratury w Częstochowie należy do grupy przestępczej wyłudzającej podatek VAT. Poznajcie szefa tej grupy. A przy okazji poczytajcie o kolejnych ściemach właściciela Wisły Kraków.

Dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że Jakub Meresiński miał wyłudzić kilka milionów złotych. Ale według śledczych, to nie on jest szefem grupy, która łącznie okradła Skarb Państwa na prawie 70 milionów. Jak informuje prokuratura głową tego przedsięwzięcia jest Sebastian M.

Szef grupy przestępczej, do której ma należeć Jakub Meresiński zasłynął spacerami z dziką pumą

Szef grupy przestępczej, do której ma należeć Jakub Meresiński zasłynął spacerami z dziką pumą.

To bardzo ciekawa postać. Tak jak Meresiński związany jest z Częstochową. W 2000 r. przejął od ojca firmę Dospel (pamiętają ją dobrze kibice GKS Katowice, bo firma kiedyś sypnęła kasą na klub ale w zamian zażądała zmiany nazwy), sponsorował też żużlowców Włókniarza Częstochowa. Angażował się w działalność charytatywną jak i politykę (sponsorował kampanię prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka z SLD). Zasłynął tym, że po ulicach Częstochowy chodził z dziką pumą na smyczy.

M. działał podobnie do Meresińskiego: dużo obiecuje (w Częstochowie miał budować osiedle dla seniorów, w Niwkach chciał stworzyć ogród zoologiczny), ale jego obietnice szybko okazują się bujdą z której nic nie wynika. Budowa zoo w Niwkach skończyła się wyprzedażą dzikich zwierząt na Allegro…

Problemy Sebastiana M. zaczynają się w kwietniu 2014. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Prokuratura Okręgowego i Urząd Kontroli Skarbowej z Gdańska wszczynają śledztwo, w którym dziś zarzuty ma Meresiński. Oszustwo miało się kręcić wokół Dospelu i powiązanych z nim kapitałowo firm, które zawierały fikcyjne transakcje by odliczać VAT, a ich siedziby umiejscowione są zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Unii Europejskiej.

Część z firm mieściła się w Anglii. I tu dochodzimy do prawdziwych kłopotów Sebastiana M. Tak opisywał to portal londynek.net: “Pochodzący z Częstochowy 40-letni Sebastian Myśliwiec prowadził w Polsce firmę produkującą urządzenia wentylacyjne. W kwietniu 2014 roku udał się do biura księgowego na Edmonton, które zajmowało się obsługą jego firmy zarejestrowanej w Anglii. Biznesmenowi towarzyszyło dwóch uzbrojonych mężczyzn. Myśliwiec zażądał od księgowego, aby wystawił jego firmie fałszywe rachunki, umożliwiając tym samym wyłudzenie podatku VAT. Gdy księgowy odmówił, zarówno jemu, jak i drugiemu pracownikowi biura grożono bronią, a następnie okradziono. Jak informuje policja, zabrano 10 tys. funtów w gotówce, kilka iPhone’ów, iPad, kluczyki do samochodu i polski dowód osobisty”.

Gangsterskie metody zakończyły się wyrokiem 6 lat i 3 miesięcy więzienia dla Sebastiana M. Skazano też jego współpracowniczkę. Z tego co udało mi się dowiedzieć, M. odbywa karę w Anglii. 

Trzeba przyznać, że ciekawych partnerów biznesowych wybrał sobie właściciel Wisły. Meresiński nazywa to błędami młodości. Ale niestety nadal je popełnia. Swoim zachowaniem, przypomina mi Marcina Plichtę, szefa Amber Gold. Gdy tropiłem go kilka lat temu, zachowywał się bardzo podobnie. Zgrywał pewnego siebie, co chwilę wrzucał nowe, sprzeczne informacje, ignorował fakty, albo zwyczajnie kłamał.

To samo robi Meresiński. Gdy wczoraj napisałem, że udziały w jego firmie są zajęte przez Urząd Skarbowy napisał na Twitterze, że sprawa jest nieaktualna. I odesłał do KRS Online.

 

Jasne. Poniżej wrzucam ostatni wpis z akt spółki Meresińskiego. Dalej w aktach już tylko papierowa okładka. W zarządzeniu referendarza sądowego Przemysława Szczepańskiego jest stoi czarno na białym: wniosek o uchylenia zawieszenia zwrócony. 

Komu wierzycie? Sądowi gospodarczemu w Warszawie czy tweetom Jakuba Meresińskiego? Wybór należy do Was.

Komu wierzycie? Sądowi gospodarczemu w Warszawie czy tweetom Jakuba Meresińskiego? Wybór należy do Was.

UPDATE: Po ukazaniu się wpisu Jakub Meresiński zamieścił tweet ze zdjęciem pisma informującego, że zajęcie udziałów zostało uchylone. Ze względu na wymóg rzetelności i staranności dziennikarskiej zamieszczam tu ten wpis:

 Weźmy na warsztat kolejne stwierdzenia Meresińskiego. Mówi, że prowadzi biznes z siostrą. Z dokumentów sądowych wynika, że jedyną osobą z którą Meresiński obecnie prowadzi biznes jest Katarzyna Ptak (kobieta nie ma żadnych związków z Antonim Ptakiem. Nazwisko przyjęła po mężu). On jest prezesem, ona wiceprezesem spółki Projekt-Gmina.pl. Nie jest to imponujące przedsięwzięcie. Z dokumentów wynika, że firma nie ma żadnego majątku, wynajmuje biuro o powierzchni 85 metrów z garażem w Warszawie a Meresiński jako prezes łamie prawo, nie składając rocznych raportów spółki. Ciekawe czy wiedzą o tym gminy, które reklamują się na stronie internetowej spółki?

Znalazłem jeszcze jeden ślad po działalności Meresińskiego z siostrą (?) Katarzyną Ptak. To firma Spot Media, założona przez panią Ptak z mężem Antonim. W jej aktach jest umowa najmu wirtualnego biura przy ul. Wiślanej w Warszawie, a na umowie Meresiński figuruje jako osoba upoważniona do odbioru korespondencji.

Jakub Meresiński był upoważniony do odbioru poczty w firmie siostry (?). Ale spółka już się stamtąd wyniosła.

Jakub Meresiński był upoważniony do odbioru poczty w firmie siostry (?). Ale spółka już się stamtąd wyniosła.

Niestety, w maju umowa została wypowiedziana i po firmie Spot Media nie ma już tam śladu.

Sprawdźmy kolejny biznes właściciela Wisły. W wywiadzie ze Sportowymi Faktami mówi: “Zajmuję się też ubezpieczeniami. W swojej ofercie mamy ok. 24 firm. Prowadzę ten biznes wspólnie z siostrą”.

Katarzyna Ptak rzeczywiście prowadzi w rodzinnych Rędzinach firmę “Multi Ubezpieczenia Kompleks”. Z dokumentów wynika, że to działalność polegająca na pośrednictwie ubezpieczeniowym, zarejestrowana w ewidencji przedsiębiorców na panią Ptak. Ani śladu po Meresińskim. No chyba, że pan Jakub pracuje po prostu u siostry. Chciałem ją o to zapytać, czekam aż oddzwoni po zostawieniu prośby o kontakt.

Strona działalności ubezpieczeniowej wspólniczki Meresińskiego

Strona działalności ubezpieczeniowej wspólniczki Meresińskiego

Weryfikujemy kolejne stwierdzenie Meresińskiego. “Właścicielem Wisły jest moja firma „projekt-gmina.pl”. Zarówno ją, jak i Wisłę Kraków, formalnie reprezentuje mój przyjaciel”. Nie wiem co ma na myśli pan Jakub, ale śladów po innych przyjaciołach Meresińskiego w KRS brak.

DSC_0356

Właściwie każde słowo Meresińskiego warto sprawdzać, czy przypadkiem kolejny raz nie minął się z prawdą. Weźmy choćby jego książkę. Pan Jakub chwali się, że “fajnie wyszło, zebrał dobre recenzje, sprzedaż również była zadowalająca”. Ale nie dodaje, że wydał książkę w firmie rozpisani.pl, zajmującej się self-publishingiem. “Cokolwiek piszesz – sztukę, powieść, opowiadanie, wiersze czy pamiętniki – pomożemy Ci to wydać i wprowadzić do sprzedaży”. A to już nie brzmi tak prestiżowo, prawda? 

Popytałem też o Fabio Esposito, który miałby zostać wiceprezesem Wisły. Znają się z Meresińskim z Częstochowy. I chociaż w dokumentach tego nie widać, to pan Esposito może reprezentować poważnych inwestorów z Italii. Ale o tym nie chcę się rozpisywać, bo historia Roberto Saviano skutecznie mnie do tego zniechęca…

Firma właściciela Wisły zajęta przez Urząd Skarbowy. Teoretycznie klub może zostać zlicytowany za długi Meresińskiego

Udziały w spółce Projekt-Gmina.pl, która miała kupić od Telefoniki Wisłę Kraków cały czas są zajęte przez Skarb Państwa, na poczet zobowiązań Jakuba Meresińskiego. Jeśli zostanie on prawomocnie skazany za wyłudzenie VAT-u, udziały w Wiśle mogą zostać zlicytowane przez komornika na pokrycie szkód wyrządzonych przez biznesmena.  

Akta jedynej firmy, którą aktualnie posiada Jakub Meresiński w Polsce

W Krajowym Rejestrze Sądowym na 17 sierpnia 2016 Jakub Meresiński, przedstawiający się jako nowy właściciel Wisły Kraków figuruje tylko w jednej firmie. Jest prezesem i właścicielem 970 udziałów (pozostałe 30 udziałów ma pani Ewa Katarzyna Ptak) w firmie Projekt-Gmina.pl. Firma ma bardzo szeroki zakres działalności, ale z dokumentów w sądzie nie widać, żeby działała szczególnie aktywnie. Nie ma żadnych raportów, informacji o prowadzonej działalności. Jest jedynie bogata korespondencja między sądem a Urzędem Skarbowym w Częstochowie.

Wniosek o zajęcie udziałów w firmie Meresińskiego

Wynika z niej, że gdy w prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Częstochowie śledztwie, dotyczącym przekrętów na VAT-cie Meresiński usłyszał zarzuty, śledczy wystąpili o zabezpieczenie jego majątku. Na poczet 5 milionów złotych, których wyłudzenie początkowo zarzucano Meresińskiemu (potem zarzuty rozszerzono do kwoty dwa razy wyższej) 17 czerwca 2015 r. sąd w Warszawie podjął decyzję o zajęciu udziałów w Projekcie-Gmina.pl przez Naczelnika Drugiego Urzędu Skarbowego w Częstochowie.

W tym czasie doszło jednak do reformy postępowania karnego w Polsce, wprowadzono zasadę kontradyktoryjności. Dla Meresińskiego miało to znaczenie o tyle, że od lipca 2015 r. prokurator nie może już zajmować majątku jako sankcji w toczącym się postępowaniu. Więc urząd skarbowy powinien się zgłosić do sądu Warszawie z wnioskiem o uchylenie zajęcia udziałów w Projekcie-Gmina.pl. I nawet się zwrócił. Ale popełnił błędy formalne, więc wniosek został zwrócony do uzupełnienia. Jednak urząd do dziś nie zareagował a udziały Meresińskiego są nadal zajęte przez Skarb Państwa.

Co to znaczy dla Wisły i jej nowego właściciela? – Udziałów w Projekcie-Gmina.pl pan Meresiński na pewno nie może w jakikolwiek sposób zbyć – zaczyna wyliczać komornik, którego zapytałem o tę sytuację. – Nie da się ich w żaden sposób obciążyć, więc właściciel może zapomnieć np. o wzięciu kredytu na potrzeby klubu. Nie może ich oczywiście nikomu przekazać. I jest jeszcze jedna kwestia – zauważa komornik. – Jeśli Jakub Meresiński zostanie skazany prawomocnym wyrokiem, a sąd nakaże mu zwrot wyłudzonych pieniędzy, na poczet tej wierzytelności mogą zostać zlicytowane udziały w Wiśle Kraków. Ale do tego oczywiście daleka droga.

Inna sprawa, że po przejrzeniu akt firmy Meresińskiego jestem pewien, że albo Bogusław Cupiał w ogóle nie sprawdził, komu sprzedaje Wisłę, albo ludzie odpowiedzialni za to sprawdzenie powinni znaleźć sobie inne zajęcie.

UPDATE: Warto jeszcze dodać, że Meresiński jako prezes łamie prawo, bo od 2013 roku nie złożył ani jednego sprawozdania finansowego ani sprawozdania z działalności spółki.Dlatego ciężko powiedzieć, czy jego firma w ogóle prowadzi jakąś działalność i czy ma jakiś majątek. Z akt wynika jedynie, że wynajmuje biuro o powierzchni 85 metrów kw. w centrum Warszawy…

UPDATE 2: Po ukazaniu się wpisu Jakub Meresiński zamieścił tweet ze zdjęciem pisma informującego, że zajęcie udziałów zostało uchylone. Ze względu na wymóg rzetelności i staranności dziennikarskiej zamieszczam tu ten wpis:

 

Kłamczuszek Piotr, kłamczuszek Paweł

Zrzut ekranu 2014-12-16 o 23.11.17

Zasada, która wygląda ładnie na stronie. Ale ktoś zapomniał wprowadzić ją w życie.

„Klienci wybierają „Piotra i Pawła”, bo to sklepy, w których to oni czują się najważniejsi. Tutaj mogą być pewni szerokiego wyboru wysokiej jakości produktów i wyjątkowo przyjaznej atmosfery podczas zakupów” – czytam na stronie delikatesów premium z Wielkopolski i skacze mi ciśnienie od tego bełkotu.

A wszystko po zakupach, które dziś z „Piotra i Pawła” w warszawskim Blue City przyniosła moja ukochana. Dziewczyna zapracowana, wpadła do sklepu po 21, liczyła na „wysokiej jakości produkty i wyjątkowo przyjazną atmosferę podczas zakupów” (ech ta nowomowa z korporacyjnych stron…)

Okazało się, że ani jakości, ani niczego dobrego po zakupach nie powinna się tego dnia spodziewać. Bo tuż po wypakowaniu zakupów w domu okazało się, że kiełki mają datę ważności do 16 grudnia. Czyli aż przez niecałe trzy godziny…

DSC_0019 (1)

Oszukane kiełki z datą ważności kończącą się za niecałe trzy godziny

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ok, pomyślałbym, że to wypadek przy pracy, wpadka. Ale za chwilę wypakowaliśmy łososia. I historia się powtórzyła: data ważności obowiązuje przez następne 2 godziny 38 minut. Wow…

DSC_0021

Ten łosoś najlepsze chwile ma już za sobą…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

A najbardziej oburzające w całej sytuacji jest to, że gdy wczytać się w stronę „Piotra i Pawła”, znajdziemy tam zakładkę „5 gwarancji – jakość i niskie ceny”.

A wśród nich gwarancja numer 2: „Świeże produkty W Piotrze i Pawle nie znajdziecie produktów przeterminowanych lub w ostatnim dniu przydatności do spożycia”.

Jasne. Jak to mówili u mnie na podwórku: „dobry kit póki świeży”. No tak, ale słowo „świeżość” w przypadku „Piotra i Pawła” jest chyba nie na miejscu…

UPDATE:

Odezwał się do mnie Piotr i Paweł:

„Szymon tak jak obiecywaliśmy, rozmawialiśmy w tej sprawie z Kierownictwem naszego sklepu w C.H. Blue City. Napotkana przez Ciebie sytuacja to nasze przeoczenie, które oczywiście nie powinno mieć miejsca. Produkty w ostatnim dniu przydatności do spożycia nie powinny znajdować się na półce. Przepraszamy Cię za tą sytuację i oczywiście zapraszamy podczas kolejnych zakupów do Punktu Informacyjnego naszego sklepu gdzie zwrócimy Tobie pieniądze za te towary. Przepraszamy i jednocześnie dziękujemy za zgłoszenie nam tego sygnału. Pozdrawiamy!”

Co myślicie o takim załatwieniu sprawy?

Moralność użytkowa

Zrzut ekranu 2014-11-10 o 14.05.05

Pan Paweł lubi sobie pożartować. Na przykład z gwałtów.

Nic mnie tak nie zapienia w naszych mediach jak hipokryzja. Gdy po ubiegłotygodniowym ujawnieniu przez tabloidy nagrań z pijanym posłem Wiplerem, szarpiącym się z policją, zobaczyłem wzmożenie moralne szefa portalu Weszlo.com Krzysztofa Stanowskiego, zapienienie sięgnęło zenitu.

Facet do tej pory robił ceniony przeze mnie serwis piłkarski, zmienił oblicze mediów sportowych, bo jako pierwszy odważył się pisać to co myśli, nie idąc na układy i kompromisy (tak mi się przynajmniej kiedyś wydawało).

Ale kiedy zamiast piłką zaczął się krzewieniem moralności i etyki, skoczyło mi ciśnienie. Jako chwyt retoryczny do obrony Wiplera (żeby było jasne – wg mnie poseł dostał, na co zasłużył, inna sprawa to brak profesjonalizmu u zatrzymujących go policjantów) Stanowski użył sprawy Polańskiego. Już tytuł dał dobry: „Wsparcie dla gwałciciela, pogarda dla pobitego„. Chwytliwe, nie ma co. W tekście Stanowski udowadnia m.in., że gdyby to Monika Olejnik dostała pałą od policji, to pracę straciłby komendant policji (ale najpierw musiałaby po pijaku czołgać się po ulicach), a ogólnie Polska to dziki kraj. Może. Ma Stanowski prawo do takich poglądów. Ale szkoda, że nie jest konsekwentny.

Bo w czwartek Stanowski pisze, że „państwo polskie chroni dziada ściganego za zgwałcenie w dupę 13-latki” i „dziecięcy gwałciciel spotyka się też z wielką wyrozumiałością ze strony głównych mediów oraz tzw. autorytetów moralnych”.

dziad

W czwartek Stanowski piętnuje gwałcicieli.

tyson

W poniedziałek kolega Stanowskiego robi sobie na jego stronie z gwałtu żarty.

A w poniedziałek na swojej stronie publikuje felieton swojego kolegi, Pawła Zarzecznego, który o skazanym na trzy lata za zgwałcenie 18-letniej Desiree Washington pisze tak: „za gwałt na miss America – niewinny, zrobiła fajkę i oskarżyła”.

Za treści umieszczone na stronie odpowiada jej redaktor naczelny lub właściciel a w przypadku Weszlo osobą odpowiedzialną za treści nadal jest Krzysztof Stanowski. Czy coś się zmieniło w jego podejściu do gwałtu przez weekend? Czy sam siebie przez trzy dni zdążył zaliczyć do „głównych mediów wyrozumiałych dla gwałcicieli”? Albo do grupy „autorytetów moralnych”?

A może po prostu w całym tym wzmożeniu moralnym chodzi tylko o kliknięcia przekładające się na kasę, a czy tematem jest gwałt, czy faul, to sprawa drugorzędna?

PS. Nie, nie jestem obrońcą Jarosława Kuźniara, co zarzuca często adwersarzom Krzysztof Stanowski. Pan Kuźniar zablokował mnie na twitterze, za wytykanie mu różnych potknięć, więc ten argument się nie utrzyma 😉

Zabawmy się w Wielkiego Brata

Wszyscy wiemy, że w sieci z bezpieczeństwem trzeba uważać. Wszyscy? Chyba niekoniecznie. Właśnie trafiłem na stronę, której autorzy skutecznie wykazali, że tych „wszystkich” wciąż jest bardzo mało. 

Strona zawiera zbiór tysięcy linków do kamer internetowych z całego świata, których administratorzy nie zabezpieczyli we właściwy sposób więc możemy sobie obraz z nich przeglądać swobodnie, chociaż w raczej słabej jakości.

Pali licho, jeśli to kamera z Żabki. Ale jeśli możesz zajrzeć do klubu nocnego w Krakowie:

krk kamkrk kam 2

…mieszkania w Wielkopolsce:

pozn kam1

albo w Gorzowie:

Kobieta 1

…biura w Warszawie:

biuro kam

lub widok na kasę w krakowskiej aptece:

biuro kam

to chyba mamy nowy wymiar zabawy w Wielkiego Brata. Nie wiem co na to Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych ale ja nie mogę się oderwać.

Więcej kamer:  http://insecam.com/

UPDATE: Wczoraj o sprawie napisał też serwis Niebezpiecznik. I chyba parę osób się ogarnęło – dziś na stronie jest o ok. 200 kamer z Polski mniej. Ale wciąż można podglądać 686 polskich kamerek.

Nikt ci tyle nie da, co polityk obieca

Tytuł wpisu jest parafrazą powiedzenia krążącego w środowisku piłkarskim, gdzie wielu prezesów i menadżerów mami nierozgarniętych piłkarzy wizją nierealnych zarobków, a ci na te obietnice dają się nabierać. Ale do polityków też pasuje.

Czytam na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, że zapowiadają kolejny w przełom w e-administracji. Łatwiejszy dostęp do urzędów, załatwianie spraw bez wychodzenia z domu, itp, itd.

Zrzut ekranu 2014-08-27 o 14.14.22

I tak sobie myślę, że gdzieś już to czytałem. Trzy kliknięcia w archiwum Gazety Wyborczej i bingo!

Zrzut ekranu 2014-08-27 o 11.31.16

W 2009 roku, czyli dokładnie pięć lat temu urzędnicy obiecywali to samo! „Koniec z bieganiem z papierkami między biurkami, podpis elektroniczny w dowodzie. Rząd zapowiada rewolucję cyfrową w administracji!” – pisał Przemysław Poznański.

Rewolucja ciągle pozostaje w zapowiedziach, na stronach wielu urzędów trudno znaleźć aktualną zakładkę Biuletynu Informacji Publicznej, a co dopiero mówić o bardziej zaawansowanych kwestiach.

I właściwie to mnie nawet nie dziwi. Dziwi mnie tylko trochę lenistwo urzędników z ministerstwa.  Że im się przez pięć lat nie chciało niczego nowego wymyślić. Do zobaczenia za pięć lat, znowu posłuchamy o rewolucji w administracji.

Ciary

Najlepszy moment OFF Festivalu 2014? Kilka minut po tym kawałku, wychodzę z koncertu Artura Rojka, zza kulis wybiegają dzieci, które właśnie odśpiewały z nim „Beksę” i wrzeszcząc ze szczęścia rzucają się na szyje swoim rodzicom. Świeczki w oczach, ścisk w gardle, gęsia skórka. Kurtyna, dziękuję.

A oprócz tego ciary przez godzinę, z każdym kawałkiem Slowdive, wzruszenie na Belle&Sebastian, grymas rozczarowania na Kobietach (większy) i Mister D. (mniejszy).

Jak dla mnie co roku zmieniają się proporcje festiwalowych aktywności. 70/30 towarzyskie/muzyczne. Ale za rok i tak będę w Katowicach, choćby ze sceny prezydent miasta miał czytać swój program wyborczy. Rojkowi udało się stworzyć społeczność, ludzi którzy dobrze się ze sobą bawią, potrafią ze sobą współżyć bez chamstwa, bez agresji, z uśmiechem na twarzy, przy okazji słuchając muzyki. Niezależna Republika Offowa, trzydniowa enklawa na terenie Polski.

Do zobaczenia za rok.