Wipler się zawiesił. Republikanie bez prezesa

Screenshot_2013_10_31_22_55_57

Klub Enklawa – tu kariera posła Przemysława Wiplera weszła w ostry zakręt

Przemysław Wipler zawiesił się jako prezes Stowarzyszenia Republikanie. Takiego maila rozesłał dziś do sympatyków:

Drodzy Republikanie, Dziękuję Wam za liczne wyrazy wsparcia i nieuleganie zbędnym emocjom w ciągu ostatnich dwóch dni. Przepraszam za zaistniałą sytuację. Niezależnie od mojej oceny przebiegu wydarzeń, nie przysparzałbym Wam problemów, gdyby nie było mnie w tamtym miejscu o tamtej porze. To co nie ulega wątpliwości, to fakt, że zostałem dotkliwie pobity i że zostały opublikowane w mediach zmanipulowane informacje na mój temat. Mam nadzieję, że zostaną upublicznione nagrania z monitoringu. W tej chwili muszę zająć się wyjaśnieniem sprawy i na tym skupię wszystkie swoje wysiłki w najbliższych tygodniach. W związku z tym, po konsultacji z innymi członkami Zarządu Stowarzyszenia Republikanie, zawieszam sprawowanie funkcji Prezesa Zarządu Stowarzyszenia. Do 23 listopada, kiedy Zjazd Republikański wybierze nowy zarząd, pracami Stowarzyszenia będzie kierować Anna Streżyńska, wiceprezes zarządu. Jeszcze raz dziękuję za okazane w ostatnich dniach wsparcie dla mnie i mojej rodziny. Z wyrazami szacunku, Przemysław Wipler Prezes zarządu Stowarzyszenia „Republikanie”

Kto się czemu dziwi

PJPgd061B70HY779FHyMFyf2

Renata Grochal wymaga kompetencji od polityków. A co z dziennikarzami?

Dziś na drugiej stronie Gazety Wyborczej czytam pełen zdziwienia i troski komentarz Renaty Grochal poświęcony taśmom PO, kupczeniu stanowiskami w państwowych firmach i ogólną degrengoladą polityki w wykonaniu rządzącej partii. Fajnie. Ale zamiast lać z panią redaktor krokodyle łzy postanowiłem wykonać pewną pracę intelektualno-manualną. Powiedziałem pani Renacie : „sprawdzam”.

Od 16 listopada 2007, gdy Donald Tusk został premierem, do dziś pani Grochal napisała 1290 tekstów podpisanych własnym nazwiskiem i 362 notek podpisanych GROH (wg archiwum internetowego GW). Nie znalazłem niestety wśród nich żadnych mocnych tekstów demaskujących nepotyzm i patologię w PO, za to mnóstwo takich szpalto-zapychaczy  jak „Tusk szykuje się na wrzesień” (28.06.2013 „Według kilku rozmówców wiceszef partii Grzegorz Schetyna nie musi obawiać się, że jego ludzie zostaną wycięci z władz w regionach” – LOL), „Platforma szuka seksapilu” (29.12.2012 „Tusk będzie próbował uczynić głównym tematem politycznej dyskusji sprawy gospodarcze, bo to o wiele bezpieczniejsze dla PO” – taaak, kluczowe jest tu chyba słowo próbował).

Renata Grochal skwapliwie punktowała opozycję, gdy ta odważała się wytykać nepotyzm – „Służba publiczna czyli jak zarobić na państwie” (25.07.2012 – „Politycy lubią wytykać nepotyzm i kolesiostwo u swoich przeciwników. Czyżby europoseł Wojciechowski zapomniał o grzechach PiS z wdzięczności za to, że partia przygarnęła go na listę do europarlamentu, gdy jego ugrupowanie PSL Piast okazało się niewypałem?”), odważnie kibicowała nowej władzy – „Ministerstwo Skarbu: może być tylko lepiej”, 17.11.2007, „KGHM nie ma już prezesa z PiS” 18.01.2008 („- Zarząd KGHM był skrajnie upolityczniony – mówi minister skarbu Aleksander Grad.” – dziś brzmi to szczególnie zabawnie, prawda?), albo „Łowcy głów poszukają państwowych prezesów” 23.01.2008 – „Minister skarbu chce ściągać najlepszych menedżerów do spółek skarbu państwa. Czy odsunie polityków od gry o państwowe stołki?” – tekst wyjątkowo kuriozalny w kontekście późniejszej kariery Aleksandra Grada.

Dziennikarka GW była przekaźnikiem nigdy nie spełnionych obietnic premiera („Tusk: poszukać kobiet” 25.08.2009, „Premier chce, żeby kobiety miały pierwsze miejsca na połowie list PO w wyborach do Sejmu. Mężczyźni w Platformie są w szoku”). Ale tak jak nie chciało jej się weryfikować bzdur wciskanych z łatwością przez „naszych rozmówców z Platformy” (jedno z ulubionych sformułowań pani Grochal, maskujące jej anonimowych rozmówców, fraza „nasz rozmówca” pojawia się w wzmiankowanym okresie w jej tekstach 92 razy, chociaż z chwilą odsunięcia Grzegorza Schetyny częstotliwość jego występowania bardzo spadła), tak i nie patrzyła na ręce rządzącej partii, której opisywanie jest przecież jej głównym obowiązkiem służbowym. Więc może teraz zamiast ubolewać nad kolejnymi przypadkami nepotyzmu w PO, lepiej zabrać się do rzetelnej dziennikarskiej roboty?

Dlaczego sobie to robicie?

Lodówka w rowie, opony jako płotek wokół młodego zagajnika, eternit jako ekstra-wkład do kępy trzcin, puszki po piwie, tam, gdzie Stasiek z Wieśkiem kradli drewno, metalowe wiadro pod sosną, plastikowe pod dębem. Rozbity telewizor, zużyte pokrowce na siedzenia, pieluchy. No i last but not least – opona od traktora wyciągnięta  kilkaset metrów w głąb gęstego lasu.

Te i jeszcze setki mniejszych śmieci widziałem podczas jednego kilkugodzinnego spaceru po lasach między Przysuchą a Szydłowcem. Przeszedłem trochę ponad 30 kilometrów, ale nie było na tym odcinku chyba 100 metrów, żeby  w lesie nie zaatakował nas jakiś śmieć. Zaatakował, bo po kilku godzinach łażenia każda kolejna puszka, butelka albo opakowanie po fajkach podnosiło mi ciśnienie i niszczyło perspektywę weekendowego wypoczynku. Żeby nie dać się pustemu gniewowi, próbowałem racjonalizować, zrozumieć.

Kto wyrzuca te śmieci? Nie uwierzę, że ktoś wiezie lodówkę albo opony kilka kilometrów i wypieprza je na środku leśnej ścieżki. Jeśli w promieniu kilku kilometrów jest tylko pięć domów, to idę o zakład że lodówka w rowie obok pochodzi z któregoś z nich. Dlaczego zasyfiają las, w którym zbierają grzyby, z którego kradną drewno (btw – całą sobotę po lesie niósł się dźwięk pił motorowych, a na drogach co chwilę spotykaliśmy ciągniki, zaprzęgi a nawet skutery z przyczepami pełnymi drzew)? Logicznie potrafiłem uzasadnić tylko wyrzucanie niektórych butelek i puszek – może robią to, żeby oznaczyć drogę, po której jakoś muszą wrócić do domu? Inne pomysły nie przychodziły mi do głowy, a złość narastała.

20131012_164807

Oponowy łabądek w Nadolnej

Aż w Nadolnej, koło Chlewisk trafiliśmy na przysiółek, gdzie na każdym podwórku pyszniły się łabędzie, ozdobne koszyki i inne ozdoby, których kształtów nie zrozumiałem. Wszystkie zrobione ze starych opon. I wtedy mnie olśniło – oni po prostu kochają swoje śmieci, nie chcą się z nimi rozstawać, chcą je mieć zawsze pod ręką, lepiej się czują, z wiedzą, że stara lodówka czeka na nich tam pod mchem, a opona jakoś tam się jeszcze może przyda, wystarczy wyciągnąć ją z zarośli. A że my mieszczuchy mamy dysonans? No cóż, nauczmy się kochać nasze opony… 

← Wstecz

Dzięki za odpowiedź. ✨