Jak to z Talibami w Klewkach było

15 milionów, które miał skasować polski wywiad za udostępnienie na Mazurach pomieszczeń pod więzienia CIA, uruchomiło na nowo dyskusję o lepperowych “Talibach w Klewkach”.

Pal licho, jeśli swoje teorie spiskowe na bredniach Leppera buduje bloger Matka Kurka, ten sam który skompromitował się oczernianiem Jerzego Owsiaka. Ale jeśli tych argumentów do chłostania kolegów używa w TOK FM Roman Kurkiewicz, a dziennikarz Rzeczpospolitej ubolewa na Twitterze, że szkoda mu Leppera, z którego zrobiono wariata, to czas powiedzieć stop! Mam już dość czytania i słuchania bzdur na ten temat. Stąd krótka i pomocna ściągawka dla kolegów dziennikarzy, którym albo się nie chciało albo nie potrafili sprawdzić kilku faktów.

29 listopada 2001 Sejm debatuje nad odwołaniem Andrzeja Leppera z funkcji wicemarszałka. Ten zgodnie z zasadą, że najlepszą obroną jest atak wyskakuje na mównicy i oskarża kilku polityków o korupcję. Rzuca również, że ma informacje o lądowaniu w Klewkach na Mazurach Talibów, zaopatrujących się tam w bakterie wąglika. Tak rodzi się jedna z legend III RP.

Źródłem tych rewelacji jest Bogdan Gasiński. W przeszłości kontroler biletów, zootechnik i oszust ścigany przez prokuraturę. Już pół roku później Gasiński w rozmowie z Gazetą Wyborczą przyznaje: “Ja pani mówię, jak jest. Ta sprawa, którą podnosił Lepper [29 listopada 2001], jest cała wymyślona przez niego”. („Nie kłamię, że kłamałem”, Gazeta Wyborcza nr 110, wydanie z dnia 13/05/2002)

Nie uwierzyła w to Maria Wiernikowska, która poszła tropem Klewek i stworzyła reportaż oraz książkę “Zwariowałam”. Występuje tam m.in. jasnowidz z Człuchowa, a całość “odsłania obraz kraju korupcji, przemożnych układów wywodzących się z PRL i ciągłej obecności dawnych służb komunistycznych” – jak pisał o reportażu Bronisław Wildstein.

Lepper, Wiernikowska, jak i inni mówiący o Talibach w Polsce, słyszeli, że coś dzwoni, ale kościół, gdzie biły dzwony był bardzo daleko.

Cała historia zaczyna się w 1997 r. Wtedy Aleksander Makowski, polski szpieg na emeryturze, odświeża znajomość z biznesmenem Rudolfem Skowrońskim i razem (korzystając zapewne z wywiadowczych kontaktów) jadą do Afganistanu. Tam w Dolinie Pandższeru poznają Ahmada Szaha Masuda – z pochodzenia Tadżyka, przywódcę Sojuszu Północnego. UWAGA! Teraz będzie ważne: Sojusz Północny był śmiertelnym wrogiem Talibów, a sam Masud został 09.09.2001 zamordowany przez współpracującą z Talibami Al Kaidę.

Makowski ze Skowrońskim do Afganistanu jeździli ok. 10 razy. W planach mają handel afgańskimi szmaragdami, Polacy mają drukować dla Afganistanu banknoty i dostarczać broń oraz maszyny górnicze. Interesy powoli ale idą do przodu.

Jak twierdzi Makowski, od 1998 r. jego wizyty w Azji mocno zainteresowały Amerykanów, po wybuchach bomb przez ich ambasadami w Kenii i Tanzanii: “Wiadomo było, że stoi za tym Bin Laden. Myśmy już wtedy dostarczali informacji o miejscach jego pobytu, w zasadzie codziennie, bo wywiad Masuda wiedział, gdzie on jest. I mógł śledzić jego ruchy. Tyle że Amerykanie zupełnie nie mieli pomysłu, co z nim zrobić.”

Informacje od Makowskiego i jego afgańskich informatorów bardzo mocno zaszkodziły Talibom i Al Kaidzie. Twierdzenie, że ich przedstawiciele mieli lądować u współpracownika Makowskiego i brać od niego bakterie wąglika jest kuriozalne.

Zwłaszcza, że po 11 września 2001 interesy Sojuszu Północnego i Skowrońskiego zakończyły się. Niespełna miesiąc po zamachach zaczęła się amerykańska inwazja na Afganistan i marzenia o szmaragdowym biznesie prysły.

A co robili w Polsce Afgańczycy od Masuda? Rudolf Skowroński zapraszał ich do swojej posiadłości na Mazurach. Jak przyznaje Makowski, zdarzało się, że latali śmigłowcami: “Dla nich to była bardzo dobra meta, bo jedno z największych skupisk Afgańczyków, często wpływowych, było w Niemczech. Mieli więc niedaleko do swoich ziomków”.

To właśnie wtedy Gasiński, który u Skowrońskiego pracował od września 1999 do kwietnia 2001 r. mógł widzieć egzotycznych gości w Klewkach. Ale bardziej skupiał się chyba na okradaniu Skowrońskiego – w tym czasie miał wyprzedać należące do biznesmena krowy, sprzeniewierzył też pensje pracowników. Według prokuratury Gasiński dokonał w Klewkach oszustwa na 700 tys. złotych.

I na pewno ani Gasiński, ani Lepper nie mieli w listopadzie 2001 r. wiedzy o żadnych więzieniach CIA w Polsce. Dlaczego? Bo Abd al-Rahim al-Nashiri i Abu Zubaida wylądowali na lotnisku w Szymanach 5 grudnia 2002. Czyli w Starych Kiejkutach pojawili się ponad rok po show Leppera w Sejmie.

W ramach ciekawostek – umowę Skowrońskiego z Masudem dotyczącą szmaragdów pilotował znany warszawskich mecenas Robert Smoktunowicz. 

Wnioski z tej historii płyną smutne. Świat objaśniają nam w mediach ludzie, którzy nie interesują się światem, dla których każdy Afgańczyk to Talib i terrorysta. W poważnych redakcjach nie brakuje ludzi, którzy nie potrafią łączyć faktów, ustalać związków przyczynowo-skutkowych, mają problem z ustaleniem chronologii wydarzeń, nie czytają ogólnodostępnych informacji. Kończy się biciem piany i robieniem ludziom wody z mózgu. Chyba słyszę chichot Leppera za grobu…

Ps. Cytaty z Aleksandra Makowskiego pochodzą z bardzo dobrej książki „Zawód szpieg” Michała Majewskiego i Pawła Reszki.

Jak w pijackim widzie

Po tragedii w Kamieniu Pomorskim pierwsi obudzili się politycy. Chociaż często wydaje mi się, że Himalaje hipokryzji już zostały osiągnięte, oni ciągle wspinają się wyżej.

Zamiast chwili zadumy, refleksji nad śmiercią sześciu osób, ordynarna polityczna jatka, jak przekupy na targowisku: “wyższe kary za jazdę po pijaku!”, “konfiskata samochodu!”, “czerwona naklejka na samochodach pijanych kierowców!

Pomysły głupie, głupsze i najgłupsze. Licytować można dalej, za chwilę ktoś zażąda kary śmierci. Ale nikt nie zadaje sobie pytania, czy to ma sens. Stany Zjednoczone mają surowe prawo, łącznie z karą śmierci. Czy dzięki temu są bezpieczniejszym krajem? Nie sądze, statystyki przestępczości temu przeczą. Za to mają w USA największą liczbę wieźniów przypadającą na mieszkańca i miliardy dolarów topione w niewydolnych więzieniach.

Tysiące pijanych kierowców w Polsce to nie wynik łagodnego prawa, ale społecznego przyzwolenia na jazdę po pijaku. Nie jestem naukowcem, żeby wnikać skąd to przyzwolenie się bierze. Ale mam głębokie przekonanie, że fatalny przykład idący od elit, ma na to swój delikatny wpływ. Dlaczego po pijackich wyczynach posła Wiplera, Kaczmarka, Biernata albo wcześniej Cieślaka ich koledzy nie potępili tych zachowań? Dlaczego nie spotkał ich ostracyzm?

Wiem, że żaden z nich nikogo po pijaku nie zabił. Ale ich wyczyny i tolerancja albo nieme przyzwolenie dla nich innych polityków utrwalają polską kulturę picia, która w efekcie prowadzi do takich tragedii jak w Kamieniu.

A skoro fatalny przykład dają posłowie, czyli wybrańcy narodu, to dlaczego mielibyśmy więcej wymagać od samego narodu? Zatem panowie posłowie! Zanim zaczniecie znowu dzielić się swoimi pomysłami, spójrzcie w lustro i policzcie w pamięci ilu pijanych kolegów wsiadło przy was po imprezie do samochodu, z iloma sami jechaliście i ile razy pozwoliliście na podobne zachowania. A potem możecie licytować dalej…